Damian Szymczak

Blog osobisty

Bez kategorii

Oby mężczyźni byli gorzej wykształceni

Co prawda feministki nie wierzą w moc boską tylko w swoją, ale jednak proponuję-o to się czasem pomódlcie. O to, by nie wzrosła liczba wykształconych mężczyzn. Bo wtedy marny wasz los.

            Ostatnio przejrzałem statystki wykształcenia mężczyzn i kobiet w Polsce. Może źle patrzę, ale wyskakują mi tu różne liczby. A to, że kobiet z wyższym wykształceniem jest 46% a mężczyzn 35%. Gdzie indziej-kobiety 50% mężczyźni 37%, jeszcze jakieś inne. To tak trudno policzyć? Litości. W każdym razie jedno nie ulega wątpliwości-kobiet z wyższym wykształceniem jest o kilkanaście procent więcej.

            Już samo to (zarówno w przypadku mężczyzn jak i kobiet) pokazuje jak upada nasza cywilizacja. Przed wojną osób z wykształceniem wyższym było 3-4% i jakoś nasz świat się rozwijał. Demograficznie na pewno, w przeciwieństwie do naszej współczesnej, wymierającej cywilizacji. Wykształcenie wyższe z założenia powinno być czymś elitarnym.

            Wracając do tematu. To jeden z „żelaznych” i oczywiście niedorzecznych argumentów feministek i w ogóle kobiecych szowinistek (czyli to samo). W swej pysze na okrągło przedstawiających te porównania. Kobiety są lepsze, bo lepiej wykształcone.

To moje zainteresowanie statystykami wykształcenia wynika z raportu jaki ostatnio opublikował Klub Jagielloński. Chodzi rzecz jasna o nierówności wobec mężczyzn. Przy czym nawet nas nie obrażali, czyli całkiem nieźle jak na współczesne czasy (informuję, że nie wszyscy mężczyźni pozwolą się obrażać).

W każdym razie w paru przypadkach panowie z Instytutu kompletnie nie mają racji, choć chcą dobrze. Przede wszystkim zastanawiają się w jaki sposób doprowadzić, do tego by mężczyzn z wykształceniem wyższym było więcej.

            To już Wam podpowiadam jeden sprawdzony sposób. Przywrócić zasadniczą służbę wojskową, z możliwością odroczenia, a w praktyce zwolnienia z wojska jeśli się uczysz. Tak jak w latach 90-tych. Chłopaki masowo ruszyli wtedy na uczelnie. Niektórzy oczywiście po wykształcenie, ale było też sporo takich, którzy studiowali, by nie iść do wojska. A jak już studiowali (przeważnie zaocznie), a więc płacili to warto by ten papier zdobyć, żeby pieniędzy całkiem w błoto nie wyrzucić. Chociaż miałem znajomego, jeszcze sprzed studiów, który zapisał się do WSP w Zielonej Górze, gdzie zresztą też studiowałem-historię. Gość ze sporym powodzeniem rozwijał własną firmę i na naukę nie miał czasu. Więc raty na uczelni płacił, na zjazdy prawie nie jeździł i nawet nie próbował zaliczać egzaminów. A w wakacje składał podanie na inny kierunek. Mógł co prawda zacząć ten sam kierunek od nowa, ale chciał zobaczyć, co tam ciekawego na innych.

            W każdym razie, czy ktoś może podać dane z lat 90-tych ile wówczas kobiet kończyło studia, a ilu mężczyzn? W ciemno, że to zbliżone wielkości. U mnie na historii było mniej więcej po połowie.

            Swoją drogą jakie to niesprawiedliwe i dyskryminujące, że tylko chłopaków powoływano do wojska. A co kobiety gorsze? W końcu ciągle słyszymy, że siła jest kobietą, walka jest kobietą, największa siła we wszechświecie to siła kobiet itp.  

            Teraz już jednak zasadniczej służby wojskowej nie mamy i odsetek mężczyzn na studiach spadł. Bo po co część z nich ma na nie iść? Natura dała chłopakom umiejętności techniczne, jakich kobiety nie posiadają. Do tego chłopcy szybciej dojrzewają, a więc szybciej pojawia się u nich konkretne hobby, zainteresowanie, pozwalające szybciej podjąć decyzje co do wyboru zawodu.

            I tak np. chłopak lubi w domu majstrować przy elektryce, więc nie będzie nic dziwnego, gdy wybierze ten zawód. Inny lubi majstrować przy samochodach. Znam też takiego, który już jako nastolatek zaczął pomagać ojcu dekarzowi. Skończył zawodówkę, teraz ma 20 lat i planuje założyć własną firmę. Po prostu chłopaki wybierają konkretne zawody. W warsztacie, na dachu, wykształcenie wyższe nie jest niezbędne, tylko umiejętności zawodowe. Na budowach, czy przy drogach też nie. Wiem, wiem są i inżynierowie, którzy tym kierują.

            Słowem panowie wykonują prace, których kobiety wykonywać nie mogą, są za słabe i nie mają takich umiejętności technicznych. Co więc z kobietami? Jeśli nie chce iść do fabryki, czy sklepu to po prostu studiować musi. Takie czasy, by pracować w choćby najmniejszym urzędzie gminy na podrzędnym stanowisku potrzeba dziś wyższego wykształcenia. W większości różnych firm też, chore to.

            W tej sytuacji większość kończy politologie, socjologie, turystyki, kulturoznawstwa gdzie wystarczy tylko płacić czesne, od czasu do czasu jakiś referat na sztukę napisać i pojawić się na egzaminach, by zdać i dostać dyplom. Niezbędny by iść pracować do biura. Tymczasem ten nieudacznik chłop, po zawodówce ma własną firmę dekarską, czy budowlaną i zarabia pięć razy więcej niż pani magister. I gdzie tu sprawiedliwość.

            Swoją drogą dzisiejsze studia to ciekawe miejsca. Na przykład panie inżynierki. Sam znam takie, nawet dwie mam w rodzinie. Jedna skończyła tam ochronę środowiska, druga marketing i zarządzanie. I tak to liczba kobiet na politechnikach rośnie. Chce się ktoś założyć kiedy będzie więcej inżynierek czy inżynierów? I wówczas to dopiero się feministki rozszaleją, strach się bać tej pogardy, gdy wreszcie udowodnią mężczyznom, że ci są od nich gorsi technicznie, bo mają mniej dyplomów politechnicznych. A jesteśmy na najlepszej drodze, ze trzy lata temu do porannej telewizji zaproszono dwie panie profesorki z politechnik. Jednym z pierwszych pytań prowadzącego było, czy zarabiają tyle samo co mężczyźni na tych samych stanowiskach? Miałem wrażenie, że nawet one były zażenowane głupotą tego dziennikarz. Pogadali, program się kończy i uwaga leci napis TECHNIKA JEST KOBIETĄ! A kiedyś się z komuny i jej haseł śmiałem. W ogóle wtedy kobiety na traktory, dziś inżynierki i od razu na stołki. Ta pierwsza komuna i ówczesne towarzyszki były jednak mniej radykalne od ich dzisiejszych następczyń.

            W ogóle na studiach to się niektóre kobiety bawią na całego. To właśnie tam w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych poznałem w praktyce straszne słowo feminizm. Tu oddam hołd pani, która mnie i całą grupę „uświadamiała.” To ówczesna doktor Bogumiła Burda. W czasie jednych zajęć nagle zaczęła obrażać mężczyzn, jakie to słabe, nieudolne, beznadziejne. Jakie to kobiety silne, zaradne, ze wszystkim sobie poradzą. Nawet to podparła przykładami w tym literackimi. Podała przykład „Nocy i Dni”, jaka to Barbara była silna i niezależna, a Bogumił słaby i beznadziejny. Przyznam, że książki nie czytałem, ale w filmie to jakoś inaczej wyglądało.

Ttraf chciał, że po niedługim czasie w gabinecie tej pani walnęła instalacja elektryczna. Do dziś nie wiem dlaczego nie pokazała wówczas swej niezależności i w ogóle jak to kobieta sobie zawsze poradzi. Może już do końca nie chciała poniżać tych beznadziejnych. Bowiem podczas jej zajęć przyszedł nasz wykładowca, profesor od pedagogiki. Z fachową skrzynką i szybko awarię usunął.

Po wielu latach znów trafiłem na studia, teraz już na podyplomowe. I jedna pani doktorka opowiadała jak sama z dwojgiem dzieci pojechała samochodem do Chorwacji pod namiot. Zajechała na pole kempingowe. Zostało jej tylko znaleźć jakiegoś pana, który by jej pomógł rozstawić namiot. Trafił się i to Polak. Namiot rozstawił szybko i sprawnie. Kończąc swą opowieść pani rzuciła bojowe hasło-i co niech ktoś powie, że kobieta sobie sama nie poradzi!

            Zresztą przykładami sypać można by z rękawa. Jakiś czas temu na Interii czy wp, w każdym razie na jednym z tych lewackich, feministycznych portali czytałem wypowiedź jakieś doktorki socjolożki z Poznania. Z pogardą mówiła o słabo wykształconych mężczyznach jak to oni sobie nie radzą. Może i coś w tym jest. Wiadomo, że aby państwo się rozwijało niezbędne są doktorki-socjolożki, na co komu hydraulicy, elektrycy, ślusarze, czy mechanicy.               

            Pycha tych wszystkich feministek poraża. Mimo wszystko wy się pomódlcie żeby mężczyźni nie chcieli być tak wykształceni jak wy. I by nie chcieli poważnie potraktować swych dyplomów-chciałem napisać akademickich, ale przeważnie to rzecz jasna jakieś papierki z Pcimia Dolnego.

            Obawiam się zresztą, że do tego momentu nasze państwo mogłoby nie dotrwać. Jak widać bowiem ze statystyk, kobiet z wyższym wykształceniem w Polsce jest mniej więcej o jedną trzecią więcej niż mężczyzn. Już dziś ciężko doprosić się pracownika na budowę, czy majstra obojętnie w jakiej branży. To teraz sobie wyobraźmy, że jedna trzecia z nich rzuca łopaty, hydrauliczne klucze, młotki, idzie na studia, a po ich ukończeniu domaga się zatrudnienia zgodnie ze swym wykształceniem kulturoznawcy. W końcu to na mężczyznach opiera się cywilizacja. Jak widać radzą sobie z jej utrzymaniem naprawdę dobrze. I oby im się to nie znudziło…