Damian Szymczak

Blog osobisty

Bez kategorii

O królowej (głupiej) co naszą historię zmieniła

Kto rządzi teraźniejszością, rządzi przeszłością. Prawda stara świat. A że żyjemy w matriarchacie, to też historię piszą nam feministki i ciężko przez nie wystraszeni mężczyźni, którzy w żadnym wypadku nie chcą podpaść…

            To też mamy prawdziwy wysyp bohaterek, wojowniczek i oczywiście kobiet, które nasz świat i kraj budowały, tworzyły, a jak miały ochotę to burzyły, niszczyły słowem rządziły. Taka to historia soc-feminizmu. Także w przypadku najrozmaitszych księżniczek i królowych, które a jakże decydowały o losach narodów i naszego państwa. Przy tym gdyby ktoś nie był w temacie i zadał naiwne pytanie dlaczego jeszcze z kilkadziesiąt lat temu o niczym takim nie pisali, to panie feministki wytłumaczą. Bo wcześniej rządzili faceci, czyli męskie szowinistyczne świnie, zazdroszczący kobietom ich siły i znaczenia i dlatego wyrzucający je z historii w ogóle historię fałszujący. Na szczęście teraz rządzą siostry i wreszcie mogą przywrócić kobietom należne im miejsce w dziejach. Słowem historia jest kobietą…

            Tyle wstępu. A tak naprawdę tylko jedna jedyna kobieta odegrała w naszej historii rolę nie tylko istotną, ale wręcz decydującą.

            Bona ci dano na imię, a tyś złość wcielona,

            Chciwa, przewrotna, zła matka, zła żona

            Tak to szydzili z niej przeciwnicy. Wiadomo, że przeciwnicy. Przecież nie sojusznicy. Tych zresztą nie miała zbyt wielu. Próbowała odgrywać istotną rolę w polityce naszego państwa, choć nic trwałego stworzyć nie zdołała. A w miarę silną pozycję zbudowała dzięki niemrawości swego męża Zygmunta Starego.

Aż w końcu nadszedł dzień, że jednak odegrała decydującą rolę w historii rodu Jagiellonów, a może i całej Polski. Choć nie tak jak byśmy chcieli.

Działo się to we wrześniu 1527 roku, 33-letnia Bona była wówczas po raz szósty w ciąży. Mieszkała na Wawelu, na który pewnego dnia dotarła wieść o ogromnym niedźwiedziu siejącym postrach w litewskich lasach. Dawno nikt tam nie widział takiego agresora. Mimo piątego miesiąca ciąży tego nie mogła sobie podarować-polowania na taką bestię. Kazała niedźwiedzia złapać i przewieść w podkrakowskie lasy. Rozszarpał przy tym trzech chłopów z nagonki. To jeszcze bardziej poprawiło humor Bony, już sobie wyobrażającej, że z jej ręki padnie taki potwór. Zapewne nawet nie pomyślała, że dla jej kaprysu zginęli ludzie, a ich rodziny skazane zostały na poniewierkę, biedę może i śmierć głodową.

Niedźwiedzia przewieziono w klatce do puszczy niepołomickiej. Był 20 września. Królowa cała w skowronkach wyjechała na polowanie. Jak odnotowali kronikarze, wypuszczony z klatki niedźwiedź na początku zachowywał się ospale. Do czasu jednak, gdy wpadł w bojowy szał. Wówczas w podkrakowskim lesie rozegrały się dantejskie sceny. Rozszalały niedźwiedź dosłownie rozerwał kilku chłopów z nagonki, później rzucił się na szlachetnie urodzonych i urodzone. Aż w końcu przyszedł czas na przerażoną Bonę. Jej rumak ruszył do ucieczki. Nie ubiegł jednak daleko, przewrócił się, przygniatając królową. Choć niedźwiedzia zabito nim dopadł królowej, było już za późno. Na leśnej polanie urodziła syna. Chłopca, nie miał szans, by przeżyć. Zmarł w tym samym dniu, zdążono mu jeszcze nadać imię Olbracht. Królowa nie mogła mieć już więcej dzieci. Pozostał jej tylko Zygmunt August, który jak przyszłość pokazała, zmarł bezpotomnie.

Co by było gdyby Olbracht przeżył? Oczywiście oznaczałoby to duże szanse na przedłużenie dynastii. Czy polskie losy potoczyłyby się inaczej gdyby Jagiellonowie rządzili Polską przez następne stulecia. Bardzo możliwe. Gdyby nie ten…

No właśnie w polskiej historii tradycyjnie pisze się o wypadku na polowaniu. Jasne, wypadek-brzemienna królowa nakazuje sprowadzić wściekłego niedźwiedzia z drugiego końca Polski, by w piątym miesiącu ciąży uganiać się za nim na koniu po lasach. Zamiast siedzieć jeszcze te cztery miesiące na Wawelu, a potem niech sobie gania od rana do wieczora polując na różne leśne stwory, co zresztą lubiła. Ale nie, ona miała kaprys. Tak to przez własną głupotę zabiła własnego syna i być może pogrzebała Polskę.

A o tym jak zawsze inaczej, nawet przed wiekami, oceniano w Polsce kobiety i mężczyzn świadczy wydarzenie po polowaniu. Zygmunt Stary miał na dworze stańczyka. Mimo swej dworskiej funkcji, człowieka niezwykle inteligentnego, znanego z ciętego dowcipu. Dał tego przykład, gdy król wyśmiewał go, że podczas polowania uciekał jak błazen, nie jak rycerz. Wówczas odpalił; „Większy to błazen, co mając niedźwiedzia w skrzyni puszcza go na swoją szkodę.” O tym, że niedźwiedzia kazała sprowadzić i wypuścić na wolność Bona nie wspomniał ani słowem. Podwójne standardy sprzed setek lat. Jak widać aktualne do dziś. Tu przypomnę, że pierwsze spisane po polsku zdanie brzmi „Day ut ia pobrusa, a ti poziwai.” Czyli chłop mówił do żony, że teraz on popracuje, a ona ma odpocząć. To tak samo jak w XXI wieku i wszystkich wcześniejszych!

Wracając do naszej królowej. W 1548 roku zmarł Zygmunt Stary. Jej jedyny syn Zygmunt August nigdy nie pałał do matki głębokim uczuciem, wręcz jak mógł tak jej unikał. Pozbawiona męża u boku i bez wsparcia syna nie miała najmniejszych szans w starciu z mężczyznami. Została przez możnowładców pogoniona na peryferie naszego kraju jakimi wtedy było Mazowsze. Tam osiadła na zamku w Ujazdowie, rozbudowując go i zajmując się pobliskim ogrodem, majątkami ziemskimi, słowem kwiatkami i rabatkami. W końcu w 1556 roku królowa, która nikogo już nie interesowała, wyjechała do Włoch, gdzie zmarła.